1000 bohaterów
Zastanawiam się, czy Polacy są gotowi na ofiary. Czy są gotowi na widok trumien owiniętych w biało-czerwone flagi wypełnione ciałami polskich żołnierzy "wracających" z Afganistanu.
Burza, która przetoczyła się po ogłoszeniu decyzji min. Sikorskiego o zwiększeniu polskiego kontyngentu w Afganistanie, stanowi pewnie ledwie preludium do tego, co czeka nas gdy zaczną ginąć polscy żołnierze. Hamid Karzai goszcząc ostatnio w Kanadzie, chwaląc poświęcenie Kanadyjczyków, zaapelował o nie wycofywanie sił kanadyjskich z tego pogrążonego w chaosie kraju. Już ponad trzydziestu żołnierzy kanadyjskich zginęło w potyczkach z terrorystami.Niestety, jest wielce prawdopodobne, iż Polaków czeka to samo.
Awantura o tysiąc polskich żołnierzy jasno pokazuje, że w pogoni za spełnianiem zachcianek tłuszczy, polscy politycy toczą ryzykowną grę w celu przypodobania się "Elektoratowi". Nasz wkład w misję w Afganistanie, ani nie jest największy, co przytomnie zauważa Bartosz Węglarczyk, ani nie zadecyduje o wyniku tej misji. Zamiast złorzecząc, że gospodarczo Afganistanie jest tylko opium, powinniśmy być dumni, że polscy zołnierze będą na pierwszym froncie walki o przetrwanie ludzkości. Bo zaiste, jest to walka o nasze być albo nie być. Talibowie kontrolujący przeważającą cześć kraju, dzięki zyskom ze sprzedaży narkotyków, i datkom od zaprzyjaźnionych muzułmańskich reżimów, są śmiertelnie groźnym przeciwnikiem, mogącym wkrótce dysponować przenośnym ładunkiem atomowym gotowym do zdetonowania w dowolnym punkcie globu. Ludzie podważający sens misji w Afganistanie, kopią sobie własny grób, lekceważąc problem islamskiego terroryzmu i krytykując NATO-wskie zaangażowanie w jego zwalczanie. Postulaty, że " to nie jest nasza wojna" tylko świadczą o krótkowzroczności tych wszystkich, którzy nie są zdolni do zaakceptowania ofiar w tej pełzającej III wojnie światowej. Kilkadziesiąt lat temu nie chciano umierać za Gdańsk, dziś nikt nie chce przelewać krwi za Kandahar. Czy powtórzymy błąd zaniechania z przeszłości?
Burza, która przetoczyła się po ogłoszeniu decyzji min. Sikorskiego o zwiększeniu polskiego kontyngentu w Afganistanie, stanowi pewnie ledwie preludium do tego, co czeka nas gdy zaczną ginąć polscy żołnierze. Hamid Karzai goszcząc ostatnio w Kanadzie, chwaląc poświęcenie Kanadyjczyków, zaapelował o nie wycofywanie sił kanadyjskich z tego pogrążonego w chaosie kraju. Już ponad trzydziestu żołnierzy kanadyjskich zginęło w potyczkach z terrorystami.Niestety, jest wielce prawdopodobne, iż Polaków czeka to samo.
Awantura o tysiąc polskich żołnierzy jasno pokazuje, że w pogoni za spełnianiem zachcianek tłuszczy, polscy politycy toczą ryzykowną grę w celu przypodobania się "Elektoratowi". Nasz wkład w misję w Afganistanie, ani nie jest największy, co przytomnie zauważa Bartosz Węglarczyk, ani nie zadecyduje o wyniku tej misji. Zamiast złorzecząc, że gospodarczo Afganistanie jest tylko opium, powinniśmy być dumni, że polscy zołnierze będą na pierwszym froncie walki o przetrwanie ludzkości. Bo zaiste, jest to walka o nasze być albo nie być. Talibowie kontrolujący przeważającą cześć kraju, dzięki zyskom ze sprzedaży narkotyków, i datkom od zaprzyjaźnionych muzułmańskich reżimów, są śmiertelnie groźnym przeciwnikiem, mogącym wkrótce dysponować przenośnym ładunkiem atomowym gotowym do zdetonowania w dowolnym punkcie globu. Ludzie podważający sens misji w Afganistanie, kopią sobie własny grób, lekceważąc problem islamskiego terroryzmu i krytykując NATO-wskie zaangażowanie w jego zwalczanie. Postulaty, że " to nie jest nasza wojna" tylko świadczą o krótkowzroczności tych wszystkich, którzy nie są zdolni do zaakceptowania ofiar w tej pełzającej III wojnie światowej. Kilkadziesiąt lat temu nie chciano umierać za Gdańsk, dziś nikt nie chce przelewać krwi za Kandahar. Czy powtórzymy błąd zaniechania z przeszłości?

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home